Kreta - plaże, wąwozy, budowle i praktyczne porady
Treść strony
ToggleNa Kretę wybraliśmy się w drugiej połowie kwietnia. To idealny czas na zwiedzanie tej, największej wyspy greckiej.
Wyobraźcie sobie miejsce, gdzie każdy kamień, każda budowla coś pamięta. Bardzo dawno temu ktoś tu coś zbudował, potem ktoś inny to zburzył, a jeszcze ktoś inny odbudował ale po swojemu. I tak powstało miejsce, które jednocześnie było, jest i trochę udaje, że nigdy nie przestało istnieć. Przewodnicy opowiadają o historii Krety, ale prawdziwa magia kryje się gdzie indziej: w murach, które widziały więcej niż niejeden podręcznik historii, przepięknych plażach z turkusową wodą, głębokich wąwozach i zachwycającej roślinności. Większość krajobrazu Krety zajmują wysokie dzikie góry (Białe, Psiloritis Dikti), których szczyty mają ponad 2000 m n.p.m. Są one poprzecinane głębokimi dolinami i wąwozami – najsłynniejszy Wąwóz Samaria. Skaliste klify i piaszczyste plaże, najbardziej znane Elafonisi, Balos, Preveli, tworzą urozmaiconą linię brzegową.
Każdy miłośnik przyrody będzie tu usatysfakcjonowany. Majestatyczne, ośnieżone góry tworzą tło dla bujnej roślinności u ich stóp. Kreta należy do najbogatszych florystycznie regionów Europy. Występuje tu ponad 2000 gatunków roślin, z czego wiele to endemity (czyli rosną tylko tutaj). Jedną z nich jest np. lebiodka kreteńska.
Fauna Krety jest stosunkowo uboga w duże ssaki, gdyż wyspa była długo odizolowana, ale za to ma wiele unikalnych gatunków. Najbardziej znane zwierzę to kri-kri dzika koza kreteńska. Spotykaliśmy ją niemal na każdej drodze, którą jechaliśmy.
Historię cywilizacji zapoczątkowali Minojczycy (nazwani tak od legendarnego króla Minosa), którzy przybyli na Kretę ok. 3000 r. p.n.e. Zbudowali oni wspaniałe pałace w Knossos, Mali, Festos, wymyślili własne pismo (linearne typu A) do dzisiaj nieodczytane. Upadek cywilizacji minojskiej zapoczątkował wybuch wulkanu na wyspie Thira (dzisiejsze Santoryni) ok. 1600 r. p.n.e. Osłabioną wyspę najechali 1450 r. p.n.e. Achajowie, którzy zniszczyli większość pałaców.
Wiosenna odsłona Krety
Pałac w Knossos – śladami starożytnej cywilizacji
Knossos zostało odkryte stosunkowo niedawno, bo w 1900 roku. Dokonał tego brytyjski archeolog Arthur Evans. Owdowiawszy, przybył na Kretę, by odnaleźć nową miłość oraz zainteresować się miejscowymi zabytkami. Wcześniej odkrywca zakupił teren wzgórza Kefala i rozpoczął intensywne badania. Płacąc wysoką cenę za ten obszar, był przekonany, że pod jego powierzchnią kryje się antyczna budowla. Nie mylił się — w trakcie prac stopniowo odsłaniały się pozostałości największego pałacu minojskiego na Krecie. Zidentyfikował go jako labirynt znany z mitów o Minotaurze.
Z miejscem tym łączone są również postacie takie jak bestialski Minotaur, twórczy Dedal, porywczy Ikar oraz bohaterski Tezeusz i pomysłowa Ariadna. Pałac w Knossos jawił się niczym materializacja mitów starożytnych Greków.
Okazało się, że to, co Evans początkowo uznawał za ruiny posiadłości bogatego, starożytnego Kreteńczyka, było jedynie niewielką częścią rozległego kompleksu pałacowego pochodzącego z epoki brązu. Stopniowo odkrywany system miejski i pałacowy stał się jednym z najważniejszych przedsięwzięć w historii archeologii. Zespół pałacowy rozciągał się na powierzchni ponad 2 hektarów i składał się z około 1400 pomieszczeń.
Podczas zwiedzania warto pamiętać, że nie zachowały się pisane źródła dotyczące czasów minojskich, dlatego większość informacji na temat życia w pałacu opiera się na domysłach i interpretacjach archeologów.
Na szczególne uznanie zasługują rozwiązania inżynieryjne zastosowane w pałacu. Minojczycy wykorzystywali technologie, które często kojarzymy dopiero z czasami nowożytnymi. Pałac posiadał skomplikowaną sieć ceramicznych rur doprowadzających bieżącą wodę do różnych części kompleksu. Woda była transportowana z odległych źródeł za pomocą kamiennych akweduktów. Odkryto również systemy odprowadzania ścieków, w tym toalety wykorzystujące wodę do spłukiwania nieczystości.
Budowle zapewniały naturalne oświetlenie i wentylację dzięki licznym dziedzińcom, świetlikom oraz pionowym szybom. Pałac często określany jest mianem „labiryntu”, co wynika z jego wielopoziomowej struktury, łączącej funkcje mieszkalne, kultowe, administracyjne i gospodarcze. Znaleziono tu naczynia wielkości człowieka, które służyły do przechowywania wina, zboża, oleju, wody.
Warto tu przyjechać i zagłębić w historię sprzed trzech tysięcy lat. Pałac w Knossos jest obecnie najczęściej odwiedzanym miejscem na Krecie — co roku przyciąga ponad milion turystów. Na jego zwiedzanie warto przeznaczyć przynajmniej dwie do trzech godzin. Oczywiście im wcześniejsza pora dnia tym mniejszy tłum, więc warto wziąć to pod uwagę.
Pierwszy parking (obok tawerny) jest bezpłatny. Za drugi, znacznie większy też nikt nie pobierał opłat. Byliśmy pod koniec kwietnia więc może w wysokim sezonie jest inaczej.
Osobom, które chcą bardziej zgłębić temat Knossos, możemy polecić książkę „Jak świat stworzył zachód. Cztery tysiące lat historii” Josephine Quinn.
Elafonissi – różowy piasek i krystaliczna woda
Jeżeli zastanawiacie się, czy warto odwiedzić Elafonisi, odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak! To przepiękne, malownicze miejsce z krystalicznie czystą wodą i zachwycającymi widokami. Jeśli jednak liczycie na różową plażę, którą widzieliście w folderach, możecie się lekko rozczarować. Piasek jest rzeczywiście drobny i przyjemny w dotyku, ale różowy kolor występuje jedynie w minimalnych ilościach i tylko w niektórych miejscach. Mimo to plażowanie tutaj to prawdziwa przyjemność -zwłaszcza jak w naszym przypadku- przed szczytem sezonu.
W pobliżu znajduje się duży parking na 3 tys. samochodów, restauracja oraz darmowe toalety.
Chania, co zobaczyć, praktyczne podpowiedzi
Jadąc do Chanii, mieliśmy obawy, czy uda nam się znaleźć miejsce parkingowe, ponieważ zwiedzaliśmy wyspę wypożyczonym samochodem, a parkowanie w dużym mieście na Krecie bywa niezwykle trudne.
Okazało się jednak, że nasze obawy były niepotrzebne. Na obrzeżach miasta, z dwóch jego stron, znajdują się duże, bezpłatne parkingi. Co dwadzieścia minut kursuje z nich darmowy autobus, który dowozi turystów do najatrakcyjniejszych części miasta. Wysiedliśmy w pobliżu starego miasta.
Tego dnia padał ulewny deszcz, ale mimo to nie przeszkodziło nam to w odkrywaniu tego ciekawego miejsca.
Chania nazywana jest małą Wenecją. Miasto dzieli się na dwie główne części – stare miasto z portem weneckim oraz nowe miasto, które rozciąga się poza murami miejskimi.
Chania była ostatnim europejskim miastem wyzwolonym spod okupacji III Rzeszy w maju 1945 roku. Niemal do ostatniej chwili wojska okupanta rozstrzeliwały jego mieszkańców.
Retimno, co zobaczyć w dwa dni
Retimno to miasto, które wybraliśmy ze względu na jego położenie – jako bazę wypadową do zwiedzania wyspy. Był to bardzo dobry wybór. Na wyjątkową atmosferę tego miejsca wpływają romantyczny port wenecki, minarety, meczety oraz urokliwa starówka. Obecnie Retimno jest popularnym ośrodkiem turystycznym.
Fontanna Rimondiego – swoją nazwę zawdzięcza fundatorowi – ówczesnemu weneckiemu rektorowi (zarządcy) miasta. Ponieważ Retimno borykało się z niedoborem wody pitnej, fontanna miała nie tylko zdobić plac, ale przede wszystkim dostarczać mieszkańcom czystą i świeżą wodę. Kamienną budowlę zdobią cztery półkolumny, a między filarami znajdują się trzy płaskorzeźby przedstawiające głowy lwów, z których paszcz tryska woda. Jest to nawiązanie do symbolu Wenecji, którym jest lew.
W okresie panowania tureckiego nad fontanną wzniesiono kopułowate zadaszenie. Dziś niestety możemy oglądać jedynie jego pozostałości. Kopuła została częściowo zniszczona w 1913 roku przez samego premiera Grecji, Eleftheriosa Venizelosa. Limuzyna, którą podróżował po Retimno, okazała się zbyt duża, by bez uszczerbku przejechać wąskimi uliczkami starego miasta.
Port wenecki – został zbudowany w XVI wieku przez Wenecjan. Ponieważ był zbyt płytki nie cumowały tu żadne wielkie statki handlowe. Obecnie odpływają z niego promy do Pireusu. Wejścia do portu strzeże niezbyt wysoka, dziewięciometrowa latarnia morska z czasów krótkich rządów Egipcjan. Prawdopodobnie powstała ona jako przebudowa starszej latarni weneckiej, która wcześniej wznosiła się w tym miejscu. Niegdyś dawała sygnał statkom znajdującym się w odległości około 50 metrów od portu, dziś – pomimo niewielkich rozmiarów – wzbudza zachwyt i entuzjazm turystów. Rejon ten należy do najbardziej malowniczych i ważnych obszarów starej części miasta. Znajduje się tu wiele tawern, w których można zjeść pyszną kolację, podziwiając zachód słońca.
Bazar – laiki organizowany jest w każdy czwartek od wczesnego rana do około 14:00 na parkingu znajdującym się na obrzeżach Starego Miasta. Na targowisku lokalni sprzedawcy oferują świeże owoce, warzywa, pieczywo, ryby, mięso, ręcznie robione pamiątk i sery rzemieślnicze, takie jak graviera, miód tymiankowy i oliwę extra virgin oraz ślimaki. Z przyjemnością spacerowaliśmy między stoiskami oferującymi autentyczne towary od małych kreteńskich producentów.
Wąwóz Imbros, alternatywa dla Samarii
Naszym ambitnym planem było przejście wąwozu Samaria, który jest najdłuższym wąwozem na Krecie. Niestety podczas naszego pobytu był on jeszcze nieczynny — dla turystów otwierany jest dopiero w maju.
Zdecydowaliśmy się więc na wąwóz Imbros, który jest węższy i bardziej stromy niż Samaria, ale jednocześnie krótszy i łatwiejszy do pokonania — co, jak się okazało, było dla nas idealnym wyborem. Ten malowniczy szlak spacerowy zaczyna się na południe od wioski Imbros, a kończy we wsi Komitades. Wąwóz ten jest fragmentem dawnej trasy prowadzącej z Chanii przez Góry Białe do Chora Sfakion. Szlak ma siedem kilometrów.
My weszliśmy do wąwozu od drugiej strony, tzn. od wsi Komitades. Tu również należy uiścić opłatę za wejście na trasę w wysokości 5 euro. Trasa prowadzi głównie korytem wyschniętego potoku. Wysokie ściany skalne sprawiają, że większość wąwozu pozostaje zacieniona. Przeszliśmy około 3 km i wróciliśmy tą samą drogą. Był to piękny spacer w ciszy, pośród oszałamiającej roślinności.
Kilka razy natknęliśmy się na charakterystyczny, intensywnie pachnący (a właściwie nieprzyjemnie pachnący) kwiat, który tu występuje — smoczą lilię. Wydziela ona zapach padliny, który ma za zadanie przyciągać muchy i chrząszcze pełniące funkcję zapylaczy. Jest to bardzo charakterystyczna, egzotycznie wyglądająca roślina o dużym, ciemnopurpurowym kwiatostanie, przypominającym języki ognia lub smoczą paszczę.
Plaża Preveli, palmy i ujście rzeki
Kreta oferuje szeroki wachlarz różnorodnych plaż – każda z nich jest inna, a jednocześnie równie piękna. My odwiedziliśmy zaledwie dwie z nich.
Preveli – znajduje się na południu wyspy, tuż przy wylocie z wąwozu Kourtaliotiko. Plaża swoją nazwę zawdzięcza pobliskiemu klasztorowi. W latach 60. i 70. XX wieku była jedną z ulubionych miejscówek hipisów. To wyjątkowe miejsce łączy piaszczysty brzeg, chłodną rzekę Megalopotamos oraz niemal tropikalny krajobraz. Las palmowy porastający oba brzegi Wielkiej Rzeki tworzą rośliny z gatunku kreteńskiej palmy daktylowej. Cały ten teren objęty jest ochroną prawną, dlatego plaża pozostaje niezagospodarowana – nie ma tu leżaków ani parasoli.
Dzięki stałemu dopływowi chłodnej, górskiej wody, morze w Preveli jest wyraźnie chłodniejsze niż w innych częściach wyspy. Aby jednak móc cieszyć się kąpielą wodną i słoneczną, trzeba pokonać długie i strome schody. O ile zejście na plażę po stromych schodach można pokonać bez zadyszki , o tyle powrót na parking bywa sporym wyzwaniem. Mimo to, dla tak spektakularnych widoków warto się trochę wysilić. Trasa może być jednak ryzykowna dla osób z chorobami serca lub niektórymi niepełnosprawnościami.
Alternatywą jest dotarcie do Preveli drogą morską. Z Plakias kursują małe, prywatne łodzie, które za opłatą dowożą turystów bezpośrednio na plażę.
Klasztor Świętej Trójcy
Klasztor Świętej Trójcy jest jednym z miejsc, które zdecydowanie warto odwiedzić. Do klasztoru prowadzi wyjątkowo urokliwa, cyprysowa aleja. Po drodze mijamy również gaje oliwne oraz winnice. Tuż przed gmachem znajduje się bezpłatny, szutrowy parking, na którym zostawiamy samochód, a następnie kierujemy się w stronę dużych, kamiennych schodów prowadzących do imponującego wnętrza.
Na terenie monastyru działa muzeum, w którym można zobaczyć m.in. rękopis z XII wieku oraz ikony z XVI–XVII wieku.
Wspaniała architektura klasztornego kościoła wprawia w zachwyt, a muzeum pozwala zajrzeć w przeszłość i historię tego miejsca. Od 1892 roku działa tu także seminarium, a sam klasztor odgrywa ważną rolę zarówno w lokalnej gospodarce, jak i w życiu Kościoła na Krecie.
Na terenie znajduje się sklep, w którym można zaopatrzyć się w ekologiczną oliwę z oliwek, wino, miód, ocet winny oraz mydła oliwne. Produkty wykorzystywane do ich wytwarzania są w pełni naturalne. Grzechem jest tu stosowanie sztucznych nawozów czy oprysków przyspieszających wzrost roślin.
To miejsce sprzyja spacerom, podziwianiu widoków i odpoczynkowi — można tu także spotkać i pogłaskać całą armię kociaków.
Pojechaliśmy jeszcze bardziej na północ aby dotrzeć do miejsca gdzie znajduje się Monastyr Gouverneto. Obejrzeliśmy go jedynie pobieżnie gdyż obiekt był w remoncie. Udało nam się jedynie zrobić kilka zdjęć na pamiątkę.
Aptera - tajemnicze ruiny
Nazwa miasta wywodzi się z legendy i dosłownie oznacza „bez skrzydeł”. W mitologii greckiej Aptera była miejscem pojedynku Syren z Meduzami. W trakcie tego starcia Syreny utraciły swoje skrzydła, które następnie rzuciły w morze, tworząc białe wysepki.
Dogodne położenie nad zatoką Souda sprawiło, że Aptera niegdyś była istotnym punktem handlowym i jednym z największych miast na Krecie. W rzeczywistości było to miasto-państwo z własnymi instytucjami i walutą. W VII wieku Aptera została niemal całkowicie zniszczona przez trzęsienie ziemi. Miasto zostało ponownie odkryte w XIX wieku, jednak jego obszar jest tak rozległy, że znaczna część wciąż pozostaje pod ziemią.
Obecnie Aptera to spokojne stanowisko archeologiczne, w którym, z dala od tłumów, wciąż dokonuje się nowych odkryć. To idealne miejsce dla miłośników historii, archeologii oraz bujnej roślinności. Najlepiej odwiedzić je rano lub późnym popołudniem, gdy słońce jest łagodniejsze, ponieważ brakuje tu cienia.
Dojazd do Aptery nie jest prosty, gdyż droga prowadzi stromo pod górę. Serpentyny wiją się coraz wyżej, a brak jakichkolwiek zabezpieczeń może wywołać dreszczyk emocji u pasażerów. Kierowca musi być maksymalnie skoncentrowany na prowadzeniu pojazdu, ale widoki, które można podziwiać na szczycie, wynagradzają wszelkie trudy.
Ponieważ uwielbiamy wsłuchiwać się w przeszłość, to miejsce absolutnie nas zachwyciło.
Wstęp kosztuje 10 euro, a bilet ulgowy 5 euro.
Jaskinia Melidoni
Na Krecie znajduje się wiele jaskiń udostępnionych do zwiedzania. Uważamy, że jedną z ciekawszych i wartych zobaczenia jest Jaskinia Melidoni.
Wkracza się tu jak do podziemnego, tajemniczego świata. Duże wrażenie robi umiejętnie dobrane oświetlenie, podkreślające poszczególne elementy jaskini.
Z miejscem tym wiąże się bardzo smutna historia. W 1823 roku, podczas walk narodowościowych, grupa około 400 mieszkańców wioski Melidoni, uciekając przed wojskami osmańskimi, schroniła się w pobliskiej jaskini. Kiedy dowódca wojsk tureckich, Hussein Bey, odkrył ich kryjówkę, zablokował wejście do jaskini, a następnie je podpalił. Niestety nikt nie przeżył — były to głównie bezbronne kobiety i dzieci.
Dziś o tych wydarzeniach przypomina pomnik oraz ossuarium z kośćmi zmarłych, znajdujące się w centralnej sali jaskini. Będąc w tym miejscu, człowiek wpada w zadumę i smutek.
Dlatego polecamy to miejsce jako odskocznię od świata zewnętrznego.
Kaskady Argyroupoli
To było największe rozczarowanie podczas naszego zwiedzania. Zachęceni fantastycznymi opisami w przewodnikach i folderach, postanowiliśmy poczuć bryzę wodospadów i zachwycić się ich pięknem. Niestety, oczekiwania bardzo rozminęły się z rzeczywistością.
Na miejscu zobaczyliśmy niewielkie kaskady, które owszem dostarczają ochłody, ale otoczenie było tak zaniedbane i brudne, że odbierało przyjemność przebywania tam.
Restauracje z nieestetycznymi stołami nie zachęcają, aby cokolwiek tam zjeść. Brudne stawy z pojedynczymi rybkami budzą jedynie litość. Bardzo szkoda, bo miejsce ma spory potencjał.
Po drugiej stronie ulicy powstaje nowe miejsce do rekreacji i odpoczynku, więc być może całe zaangażowanie w rozwój Kaskad Argyroupoli przeniosło się właśnie tam.
Wąwóz Kourtaliotiko, czasem nazywany wąwozem Asomatos
Wąwóz rozpoczyna się we wsi Koxare i biegnie pomiędzy górami Kouroupa. Płynie nim rzeka Kourtaliotis, a dodatkową atrakcją jest wodospad słynący z dużego przepływu wody. Cały wąwóz Kourtaliotiko objęty jest Unijną dyrektywą w sprawie ochrony siedlisk naturalnych. Znajdują się tu unikatowe na skalę Krety gatunki roślin i zwierząt. Mając szczęście można wypatrzyć sępy, orły przednie i orły południowe. Poza ptakami znajdują się tu także siedliska żółwi kaspijskich oraz zagrożonych wyginięciem węży.
Znaleźć też można jedną z najbardziej chronionych roślin morskich na Krecie jaką jest formacja posydonii, inaczej zwanej trawą neptuna. Dlaczego posydonia jest tak bardzo chroniona? Otóż, ma bardzo wysoką zdolność pochłaniania dwutlenku węgla – może pobrać 15 razy więcej CO2 z powietrza, niż podobnej wielkości obszar amazońskiego lasu deszczowego.
Absolutnie polecamy to wyjątkowe miejsce, gdyż spacer wzdłuż strumienia dostarcza niezwykłych przeżyć.
Agios Nikolaos - urocze portowe miasteczko
Urocze miasteczko położone na wschodnim wybrzeżu wyspy w przepięknej zatoce Mirabello. Spacerując wąskimi uliczkami Agios Nikolaos czuliśmy wyjątkową atmosferę miejsca, w którym przeszłość i teraźniejszość świetnie ze sobą współgrają.
Nad miastem czuwa od wieków jego patron Mikołaj. Według tradycji, jeszcze za życia św. Mikołaj wsławił się ratowaniem żeglarzy przed gwałtownymi burzami i niebezpieczeństwami na morzu. To właśnie od jego imienia pochodzi nazwa miasta Agios Nikolaos.
Zatoka Mirabello zachwyca swoim pięknem, oferując szereg atrakcji dla miłośników aktywnego wypoczynku. Można tu żeglować, nurkować lub pływać kajakiem. My wybraliśmy „słodkie lenistwo” rozsiadając się z nadbrzeżnej knajpce, zajadając grecki specjały i pijąc pyszną kreteńska kawę. Mieliśmy wrażenie, że świat stanął w miejscu. Gdyby nie to, że wstąpiliśmy tu po drodze do Spinalongii, z pewnością zostalibyśmy na trochę dłużej.
Spinalonga, co to za wyspa i jej historia
Historia małej wyspy położonej w Zatoce Mirabello należącej do Krety jest wyjątkowo bogata i dramatyczna w XX wieku. Jest często zwana „długim cierniem” (od słów spina i longa).
Początkowo Spinalonga była połączona z Kretą przesmykiem, który został przekopany podczas fortyfikowania wyspy przez Wenecjan w XVI wieku. Zadaniem twierdzy była ochrona portu w Eloundzie i kontrola szlaków handlowych. W 1715 roku twierdza została przejęta przez Imperium Osmańskie i stała się osadą turecką do początku XX wieku. Pod panowaniem Turków na wyspie powstały domy mieszkalne, meczety, łaźnie, których pozostałości możemy zobaczyć podczas zwiedzania. Ostatni Turcy opuścili wyspę w 1903 roku, a Spinalonga stała się kolonią trędowatych. W 1903 roku na Spinalongę przybyli pierwsi chorzy, którzy przechodząc przez wąski tunel zwany „Dante’s Gate” (Bramą Zapomnienia) żegnali się ze światem zewnętrznym, bez nadziei opuszczenia wyspy przed śmiercią. Początkowo panowały fatalne warunki, brakowało mieszkań, żywności, wody, opieka lekarska nie istniała. Do lat trzydziestych nie było poczucia wspólnoty, a trędowaci żyjący samotnie w domach skupiali się na zbieraniu deszczówki i dostawach żywności z lądu. Trędowaci w chrześcijaństwie byli traktowani jako osoby nieczyste ukarane za swoje grzechy. W średniowieczu trąd uważany był za chorobę bardzo zakaźną i nieuleczalną, dlatego trędowaci byli izolowani w leprozoriach.
W 1873 roku norweski lekarz Henrik Hansen odkrył bakterię odpowiedzialną za trąd. Obaliło to teorię odziedziczeniu i karze boskiej. W latach czterdziestych XX wieku Dr Guy Faget wprowadził lek dapson, który hamował rozwój choroby, lecz bakterie z czasem nabierały odporności. Obecnie stosuje się terapię wielolekową (MDT), a trąd stał się w pełni uleczalny.
Radykalna zmiana życia na wyspie nastąpiła w 1936 roku gdy na wyspę został zesłany młody student prawa Epaminodas Remoundakis. Założył on „Bractwo chorych z Spinalongi, św. Pantelejmon” w celu poprawienia warunków życia. Powoli mieszkańcy zaczęli tworzyć społeczność, która nie skupiała się tylko na przetrwaniu. Zaczęli żyć normalnie, jak tylko mogli: chodzili do szkoły, kościoła, otworzyli kawiarnię, kino, zakład fryzjerski, zakładali rodziny.
Nowe metody leczenia i wynalezienie leku na trąd (dapson – efektem ubocznym stosowania tego leku była długowieczność) doprowadziły do zlikwidowania w 1953 roku koloni trędowatych. Jednak trędowaci po opuszczeniu Spinalongi nadal byli „izolowani”, ludzie unikali kontaktu, wielu nie mogło wrócić do swoich rodzin, społeczności, mieli trudności ze znalezieniem zatrudnienia.
Wydana w 2005 roku książka „Wyspa” Victorii Hislop opisuje jak wyglądało życie na Spinalondze i jak choroba i społeczne uprzedzenia potrafią zniszczyć życie.
Ciekawostki z Krety
Imiona na Krecie
Bardzo zdziwiło nas, kiedy dowiedzieliśmy się, że na Krecie oprócz tradycyjnych greckich imion, takich jak Georgios, Ioannis, Konstantinos, Dimitrios, Nikolaos czy Maria, Eleni, Sophia, Dimitra, można nadawać dzieciom imiona związane z nazwami geograficznymi, np. Europa, Jerozolima, Rodos czy Ameryka.
Zdarzają się również imiona takie jak Radość, Miłość, Pokój czy Nadzieja.
Nie ma także zakazu, aby swoją pociechę nazwać np. Piątek bądź Niedziela.
Poznając osoby płci żeńskiej, niech nas nie zdziwi, jeśli przedstawią się nam jako np. Źródło, Błogosławiona lub Słoneczna.
Istnieje również cała gama imion przyrodniczych: Krzew Róży, Fiołek, Gorzka Pomarańcza.
Wszystkie informacje na temat imion przekazał nam polski przewodnik, pracujący i mieszkający od piętnastu lat na Krecie, więc mamy nadzieję, że informacje te — choć nieprawdopodobne — są prawdziwe.











































































